piątek, 7 kwietnia 2017

Chamrousse - Francja


Osoby, które śledzą bloga wiedzą, że zawsze na przełomie marca i kwietnia wyruszam na białe szaleństwa. W tym roku kierunkiem była Francja i miejscowość o ciekawej nazwie Chamrousse. Dlaczego ciekawej? Czytajcie dalej ;)

Chamrousse to wyjątkowy region narciarski, na który składają się trzy, a nawet cztery połączone miejscowości: 1400, 1650, 1700/1750, nazwane odpowiednio do ich wysokości nad poziomem morza.

Chamrousse 1650 to pierwsza oryginalna miejscowość. Znajduje się tutaj najwięcej sklepów, restauracji i barów. W 1968 roku pełniła funkcję wioski olimpijskiej podczas Igrzysk Olimpijskich w Grenoble.

Wielu badaczy zastanawia się nad pochodzeniem nazwy Chamrousse. Niektórzy twierdzą, że wywodzi się od celtyckiego słowa "chalm", który oznacza "spokój" lub "wysoki, kamienisty płaskowyż". Jeszcze inni uważają, że nazwa Chamrousse odnosi się do zachodzącego słońca, które odbijając się w śniegu tworzy niesamowite cienie. Zdecydowanie jestem za drugą teorią. Widoki są niepowtarzalne.

Rejon narciarski  Chamrousse obejmuje 90 km tras. Jedna gondola, osiem krzesełek i trzynaście orczyków. Dużo tras niebieskich i czerwonych, które są szerokie i łagodne. Moim zdaniem dobre miejsce dla osób początkujących.

Piękne widoki i cudowny rejon na odpoczynek. Zdjęcie poniżej przedstawia widok z naszego tarasu. Jedzenie posiłków z takim widokiem jest nie do opisania.

Plusem/Minusem (niepotrzebne skreślić), był brak internetu i nie wszędzie był zasięg telefoniczny. Co ciekawe, jak na tak znany kurort narciarski. Dla mnie to był plus. W pewnym momencie zapomniałam o telefonie, a przez tydzień nie wyjęłam nawet laptopa z torby. Internet można złapać na szczycie La Croix de Chamrousse (2250 m n.p.m.), ale nie ma co liczyć na w-fi. Niby dostęp jest, ale nie działa ;)

Warunki śniegowe były dobre jak na tę porę roku, ale nie powalały. Dużo tras było już zamkniętych. W dwóch ostatnich dniach zaczęły pojawiać się kamienie, na których moja deska ucierpiała dość mocno. Nie wiem jak to się dzieje ale zawsze jak chcę skurczybyka ominąć to i tak na niego wjadę ;) Jednak o tej porze roku trzeba jeździć na wyższe masywy górskie.

Dużym plusem jest położenie Chamrousse, ponieważ leży około 35 km od miejscowości Grenoble w której znajduje się port lotniczy. Zwłaszcza dla tych, którzy wolą do Francji polecieć samolotem, niż podróżować samochodem czy autokarem. Poza tym to piękne miasto, które warto zwidzieć. Relacje z Grenoble możecie zobaczyć tutaj.


kurtka/jacket - Zara
spodnie/jeans - Zara
bluzka/T-shirt - Promod [tutaj]
kardigan/cardigan - New Yorker
buty/shoes - H&M
czapka/cap - House


13 komentarzy :

  1. Przepiękne miejsce - jest po prostu jak z bajki :)
    A stylizacja bardzo ładna - spodnie są genialne <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepiękne miejsce. Niestety nigdy nie byłam. A z tego co widać to warto!

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepiękne widoki! Przyznam szczerze, nie umiem jeździć ani na nartach ani na desce.Ale może kiedyś przełamię swój strach i też gdzieś pojadę na narty, bo dla tych widoków jak z pocztówki warto! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze warto spróbować. Moja mama nauczyła się jeździć na nartach w wieku 50 lat. Jej radość z jeżdżenia jest nie do opisania :)

      Usuń
  4. Piękne miejsce i rzeczywiście ciekawa nazwa. Uwielbiam góry i im wyższe, tym piękniejsze, a te dają niezapomniane widoki.

    OdpowiedzUsuń
  5. Co za widoki :D Sporty zimowe to nie dla mnie, póki co ;) Również nie umiem jeździć ani na nartach ani na desce :D W dodatku nie wiem, czy moje kontuzjowane kolana by wytrzymały :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym przypadku "sprawne" kolana to podstawa ;) Mam nadzieję, że kontuzję uda się wyleczyć i kiedyś spotkamy się na stoku :D

      Usuń
  6. Pięknie tam! Jakoś nigdy nie ciągnęło mnie do nauki jazdy na nartach czy na snowboardzie, ale w takiej scenerii to chyba nawet dałabym się na to skusić ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Trochę Ci zazdroszczę tych widoków

    OdpowiedzUsuń